Czasem mi się nie chce. Tak po prostu zwyczajnie nie chce mi się wysilać i działać. Zakopuje się wtedy pod kocem, biorę do ręki książkę, albo po prostu patrzę w sufit. Daję sobie czas na odpoczynek, czas na lenistwo. Pozwalam sobie na to, bo wiem, że mając robiąc cokolwiek z musu, nie zrobię tak naprawdę nic. 

Robię swoje…

A kiedy już poleniuchuję. A kiedy już pomarzę sobie i naładuję akumulatory, wtedy robię swoje. Z nową energią działam i ogarniam rzeczywistość.

Zbieram się w sobie i idę na trening. Dwa już za mną i chcę więcej! Ta godzina to idealny czas na oderwanie się od tego, co było w pracy i przestawienie się na tryb domowy. Odpoczywa głowa, a ja robię coś dla siebie.

W czerwonym zeszycie zapisuję swoje pomysły. Spisane na kartce papieru przybierają kształt realnego planu. Krok po kroku go realizuję. Jednak kiedy nic mi się nie chce to odpuszczam, bo wiem, że zmuszanie się nie ma sensu.

Robię swoje. Tak po prostu codziennie robię swoje w domu, w pracy. Jednak daję sobie też prawo do odkładania na później. Daję sobie prawo do lenistwa, do nicnierobienia. Daję sobie prawo do bujania w obłokach. Daję sobie prawo do ładowania akumulatorów.

I jest mi z tym dobrze. 🙂

 

pozdrawiam-agnieszka