Większość par chce zostać rodzicami. Zazwyczaj tylko nieliczni decydują się na świadomą bezdzietność. Szanuję decyzję zarówno jednych, jak i drugich.

Zdarza się jednak, że mimo naszych chęci to największe marzenie zostania rodzicami nie spełnia się… Niepłodność. Słowo, którego nikt nie chce usłyszeć. Ja jej doświadczyłam. Nie wygrałam z niepłodnością, ale i nie dałam się jej pokonać.

Początek wspólnej drogi

Dzień swojego ślubu pamiętam dokładnie. Miałam wtedy 23 lata i pewność, że to właśnie z moim mężem chcę spędzić resztę życia. Wchodziliśmy na tę nową wspólną drogę po 5 latach bycia parą. Z nadzieją patrzyliśmy w przyszłość i żadne z nas nie spodziewało się, że tak to nasze wspólne życie będzie wyglądać.

Starania o spełnienie największego marzenia

Ostatnio rozmyślałam sobie trochę o ponad 6 latach naszych starań o dziecko. Comiesięczne wizyty u lekarza, leki, badania, zabiegi. Skutki uboczne leków – głównie hormonów – tycie, opuchnięte dłonie, brzuch, piersi, bóle głowy, nerwowość, zmiany nastrojów bardzo dawały się mi we znaki.

Ciągłe myślenie tylko o jednym. Każda miesiączka, każda wiadomość o ciąży innej osoby to był powód do smutku i łez. Spadło poczucie własnej wartości: nie mogę pomimo starań zajść w ciążę, urodzić dziecka. A do tego wypadają mi włosy, cera jest w kiepskim stanie.

Wszystko odkładałam na potem, na kiedyś, bo może akurat teraz się uda, więc po co cokolwiek zmieniać. Zamykałam się w sobie. To nie były łatwe lata.

Nikt nas na to wszystko nie przygotował. Nie przypominam sobie, żeby w trakcie nauk małżeńskich pojawił się temat niepłodności. Mówiono nam o naturalnym planowaniu rodziny , ale nikt nie powiedział, że może być problem z zajściem w ciążę. Nikt nie poruszył tematu bezdzietności, adopcji…

 Niepłodność wpływa na całe życie, choć jej nie widać

Niepłodność zmienia. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jednak, że wszystko to, co się wydarzyło, doprowadziło mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Mam 30 lat. Zaczęłam żyć tu i teraz.

Zaczęłam robić to, co chciałam, a co zawsze odkładałam. Czuję się dobrze sama ze sobą. Częściej się uśmiecham. Poznałam wiele cudownych osób. Stałam się bardziej otwarta. Wychodzę poza swoją strefę komfortu.

Nie przestałam marzyć

o zostaniu mamą. Ja wiem, że tą mamą zostanę. Nie wiem kiedy, ale głęboko wierzę, że nasza rodzina się powiększy.
Z biegiem czasu uświadomiłam sobie, że chcę, aby dziecko, które miałoby się pojawić , trafiło do ludzi szczęśliwych i by było dopełnieniem tego szczęścia. Chcę żyć tu i teraz. Chcę być szczęśliwa.

Dziecko z serduszka

Po 7 latach małżeństwa podjęliśmy z mężem decyzję o zgłoszeniu się do ośrodka adopcyjnego. Myślę, że jesteśmy teraz na właściwej drodze, choć niełatwej i długiej. Nasze przeżycia pokazały mi jednak, że damy radę. Mamy siebie.

Pytania, na które nie ma odpowiedzi

Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, o to dlaczego akurat nas niepłodność dotknęła. Nie znalazłam odpowiedzi. Bo na to pytanie odpowiedzi nie ma. Niepłodność to choroba i tak jak inne schorzenia może dotknąć każdego.

Nadal mam czasem gorsze dni i wtedy to pytanie „dlaczego?” pojawia się znowu w mojej głowie. Ale nie pozwalam już mu na długo zagrzać tam miejsca.

Wiem jedno. Gdyby nie niepłodność nie byłoby mojego bloga. Nie poznałabym tylu cudownych ludzi. Nie doświadczyłabym wielu rzeczy. Nie byłabym taka, jaką jestem teraz.

Pamiętajcie, że marzenia się spełniają. Choć nie zawsze od razu.

 

pozdrawiam-agnieszka